3/11/2016

Dlaczego moje dzieci nie jadają jogurcików i serków


Jakiś czas temu wdałam się w dyskusję. Zazwyczaj nie wtrącam się w sprawy innych, nie mówię jak mają żyć, ale czasami mnie podkusi,żeby wrzucić swoje trzy grosze.  Tak mam , gdy coś mnie ruszy.. a rusza mnie bardzo , gdy robi się krzywdę dzieciom.


Wymiana zdań miała miejsce między mną, a popularną blogerką, która w dobrej wierze( ależ oczywiście, przecież z pełną premedytacją nie chce szkodzić dziecku) polecała innym młodym mamom jogurt dla dzieci.

To, że ludzie mają papki zamiast mózgu obserwuję już od dłuższego czasu. Nie tyczy się to tylko młodych mam, ale także o wiele bardziej starszych osób. O ile tym drugim można wybaczyć, bo żyli w innych czasach, przesiąknęli do szpiku kości innymi matrixami, a wiedzę czerpią ze Złotopolskich tudzież gospodyni niedzielnej i gazetki z biedronki, to czytając wypowiedzi młodych , wykształconych kobiet , scyzoryk sam się w kieszeni otwiera.
Pomijam już FAKT szkodliwości mleka krowiego, o którym się już trąbi od wielu lat. A slogan "pij mleko będziesz wielki" ( jak cielę), dawno zastąpiono na 'pij mleko będziesz kaleką'.
O szkodliwości mleka możemy porozmawiać później, chciałabym zwrócić uwagę na coś innego.
Weźmy takowy jogurcik owocowy polecany w wyżej wspomnianej dyskusji. Podany ROCZNEMU dziecku. specjalnie napisałam drukowanymi, żeby uświadomić na co narażone jest tak małe ciałko.

Jeśli w domowych warunkach zrobimy jogurt naturalny, włożymy doń  świeże  owoce, to po kilku dniach w lodóweczce będziemy mieli pięknie wyhodowaną pleśń. Polecam takie doświadczenie, starszym dzieciom się spodoba jako lekcja poglądowa:)
Oczywiście w przemysłowych jogurtach nie ma świeżych owoców. Jeżeli trafimy na spory kawałek, to możemy mieć gwarancję,że zakonserwowano go odpowiednio.
Idźmy dalej... blogerka byłą przeszczęśliwa, bo dziecku jogurt smakował! a skoro dziecku smakuje , to nie można odmawiać!
dlaczego dziecku smakował.. no cóż: na 100g jogurtu  znajduję się 11g cukru ( ok 2 łh) jogurt ma 125 g, czyli jednorazowo dziecko zjada ponad 2 łyżeczki cukru!( w serkach homogenizowanych jest więcej) W jogurcie o którym rozmawiałyśmy jest najmniej cukru na rynku:)
Czy jakakolwiek dbająca o zdrowie dziecka matka sadza go przy stole i  daje ponad 2 łyżeczki cukru? watpię.. Ale bez mrugnięcia okiem i z wielką radochą patrzy jak tyle samo cukru dziecko wchłania w kilka minut konsumując jogurt... NIEWIARYGODNE!

Powiadam wam, niewiarygodne! młoda , myśląca osoba..
9 miesięcy nosimy pod sercem, od urodzenia drżymy ... a potem , potem dzień po dniu,łyżeczka po łyżeczce zaczynamy rujnować zdrowie najukochańszych dla nas ludzi. Ludzi, którzy nie mają wyboru. One sobie nie zdają sprawy co jest zdrowe , a co nie. One nam ufają. One nie idą do sklepu, nie wybierają, nie przygotowują sobie posiłków.
Jeśli podajesz nieświadomemu rocznemu dziecku 2ł cukru, to tylko dlatego ,że TY tego chcesz!!!
oczywiście potem i ono już wie ,ze to dobre i słodkie i się domaga. Ale  pierwszą łyżkę trucizny( tak cukier to narkotyk, poczytaj.. uzależnia bardziej niż morfina) podajesz dziecku TY!
brutalne? niewygodne? no cóż tak jest...



Tym wpisem chciałam zacząć nowy cykl. Ponieważ zdrowa dieta to mój konik, a wielu z moich znajomych często pyta mnie o rady, pomyślałam,że może ktoś skorzysta. Nie musicie się zgadzać z moimi poglądami, nie twierdzę ,że są słuszne. Są moje .. A już wielokrotnie się przekonałam,że nawet jeśli czasem wywołam burzę w szklance wody, to komuś się obije o uszy, a potem mi dziękuję.. bo dzięki mnie coś zmienił w sowim życiu na lepsze:) ( Janko min o Tobie:)


 
SPODOBAŁ CI SIĘ TEN TEKST? PROSZĘ PODZIEL SIĘ Z INNYMI!!

24 komentarze:

  1. No cóż :) Rozumiem Twój punkt widzenia i szanuję przekonania ale dla mnie osobiście takie podejście to już za dużo. Rozumiem, że warto wiedzieć co się je i wybierać świadomie, ale ja staram się nie popadać w przesadę. Świat (kulinarny) bez soli, cukru.. (lub mleka, mąki, glutenu, mięsa, ziemniaków, jajek, - wstaw/wybierz cokolwiek) jest po prostu smutny. I moim zdaniem niesmaczny. Dlatego ja nie odmawiałabym dziecku jogurtu :)

    Przyznać muszę, że matką nie jestem i pod sercem nie nosiłam nawet sekundę, więc możesz na mnie machnąć ręką i powiedzieć "co ty tam wiesz" :) Ale z drugiej strony pamiętam swoje dzieciństwo i moje fanaberie - cukier jadłam łyżkami prosto z cukierniczki, piłam maggi i zażerałam się solą... i żyję. I mam się nieźle. Na pewno warto żywić się zdrowo, ale w mojej kuchni zawsze się znajdzie miejsce dla cukru i jogurtu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewniam cię,że świat kulinarny bez przeslodzonych przetworzonych produktów jest wspaniały:) jest pełen kolorów i smaków tych słodkich( naturalnych) i słonych też.. i naprawdę nie trzeba zapychać dziecka cukrem rafinowanym by nie było smutne..
      Porównując nasze dzieciństwo a dzieciństwo wspolczesne, jest jednak lekka różnica w ILOŚCI cukru, soli, konserwantów i przetworzonych produktów w diecie:) Myślę,że nie opychałaś się cukrem i maggi codziennie. Natomiast wspolczesne dziecko jest wręcz bombardowane ze wszystkich stron.. u mnie w kuchni jest i cukier i sól . Ale unikam tego ukrytego cukru.

      Usuń
  2. brawo podoba mi się bo choć sama dzieci nie mam pracuje w przedszkolu (niemieckim gdzie dzieci przynoszą śniadania z domu) i wierzyć się ne chce czym te dzisiejsze są w przeważającej większości karmione...
    Zaglądam czasami na stronę przedszkola do którego kiedyś jako dziecko chodziłam
    i niestety nie jest lepiej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przedszkole, szkoła to temat rzeka.. dlatego tak warto chociaz przez pierwsze lata zycia dziecka oszczedzić organizmowi tej tony syfu..
      gdy moja srednia szla do przedszkola, dyrektorka zachwalała jaki zdrowy catering mają.. po czym okazało się,ze maluszki na sniadanie 4 razy w tyg dostawały chrupki na mleku plus kanapka 1 x w tyg parówka.. o owsiance, jaglance w ogole o kaszach tam nie slyszeli.. w szkole lepiej, bo sama szykuje sniadania.. pierwsze pol roku co rano szykowalam owsianke itp, do tego owoce.. po czym moje dziecko przychodzilo uradowane bo sie z kolegami zamienialo na mambe, lub kanapke z nutellą hahah( dzieciakom owsianka smakowala:P), ale to tylko pokazuje jak rodzice mają zamiast mózgu szarą papkę..

      Usuń
  3. Akurat zgadzam się z Lorką w "tych sprawach". Ale ktoś, kto nie spróbował jeść na prawdę zdrowych i nieprzetworzonych produktów przez dłuższy czas nie uwierzy w to, że mogą one być baaaardzo smaczne ;) Ale najpierw trzeba odtruć organizm od tego, co się tam gromadziło przez lata jedzenia syfu. Potem już najzwyczajniej w świecie czuje się w pysznym wcześniej batoniku posmak słodzika i chemiczno-plastikowy posmak... lepiej nie wiedzieć czego. Natomiast ślinimy się w warzywniaku, a nie na stoisku ze słodyczami czy chipsami ;) Mam wrażenie, że wiele osób karmi swoje dzieci niewłaściwie, bo jeśli dziecko spytałoby czemu mamo ty to jesz, a mi nie wolno - to co mama wtedy odpowie? A większość nie ma ochoty popracować nad sobą. A nie da się jeść z grubsza dobrze. Jak pisała Marlena z bloga Akademia Witalności - jeśli jesz umiarkowanie, to jesteś zdrowy również umiarkowanie. A bloga polecam, bo o zdrowiu i odżywianiu nie często można poczytać kogoś, kto pisze z entuzjazmem, ale bez oszołomstwa ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zauważyłas bardzo trafną rzecz. Ktos, kto ma "zatrute/wypalone" kubki smakowe będzie właśnie taką naturalną zdrową kuchnie odbierał jako niesmaczną.. i odwrotnie... ostatnio sprobowalam np ananasa z puszki i mnie az odrzucilo.. był tak slodki,ze az niezjadliwy dla mnie.Akademie odwiedzam i bardzo lubię, ale to dla tych co szukają i chcą wiedzieć:)

      Usuń
  4. Cukier to straszna trucizna i gdyby ode mnie zależało, już dawno zakazałabym reklam słodyczy. Można się odzwyczaić, ale trzeba albo chcieć, albo dojrzeć. Mnie nawet odrzuca od owoców i jedyne, na co się czasami skuszę, to jogurt grecki z łyżeczką miodu malinowego (za dwa słoiki zapłaciłam jak za zboże, ale i w dziedzinie miodu za rzetelne zródło trzeba płacić). Z pola wychowawczego zaś mam swoje małe sukcesy: młode nie wyjdą z domu bez owsianki na tłustym mleku (tutaj pozwolę się z Tobą nie zgodzić, że pij mleko - będziesz kaleką. Ojciec dzieciom jest zresztą ortopedą i jest odporny na lobby antymleczarskie) i nie dostają kasy na "mleko truskawkowe" w szkole. Słodycze w postaci kawałka czekolady albo lodów są dozwolone wyłącznie w weekendy i od święta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bluu no widzisz sprawa mleka jest bardzo złożona. z resztą jak i mięsa, jaj ... to co oferują sklepy trudno nazwać mlekiem, to nawet w smaku nie przypomina prawdziwego tłustego mleka. Prawdziwy grecki jogurt jest tłusty, gęsty.. to co nam serwują w sklepach jest robione z odtluszczonego mleka w proszku a potem zagęszczane jakimiś gumami itp.. ostatnio widzialam jogurt grecki 0% tluszczu hahah. Więc aby rozpocząć jakąkolwiek dyskusję, najpierw trzeba by było dokładnie określić o czym rozmawiamy . O prawdziwych produktach, czy tylko tych pseudo, co podszywają się pod oryginał:) krytykuję we wpisie to co jest nam serwowane w sklepach i to jak bezmyslnie kupujemy pod przykrywką zdrowego odżywiania. Traktuję sklepowy jogurt owocowy jako słodycz, na równi z batonem, cukierkiem , czy gumą do żucia.. nie jestem zeschizowana na maksa. mamy jeden dzien w tygodniu( sobota) gdy robimy zakupy i wtedy kazda z dziewczyn moze wybrac sobie jedną "niezdrową rzecz". Dzisiaj średnia wybrała baton czekoladowy, tydzien temu żelki, dwa tygodnie temu jogurt z czekoladowymi kulkami.. w szkole średnia się wymienia z kolezankami, czy jest częstowana, pozwalam też na samodzielne zakupy w sklepiku szkolnym raz na jakis czas. Jak jest u dziadków, to wiadomo,że wróci z bolącym brzuchem od nadmiaru słodkosci:)na najstarszą juz nie mam wpływu, a najmlodsza poki co da się pokroic za mandarynke,pomelo , ananasa, czy avokado.. daktyl to dla niej szok smakowy i pluje nim na kilometr:P
      Dlatego wlasnie wazne jest to co wyniosą z domu.
      Owoców bym nie demonizowała, prócz cukru mają witaminy, enzymy i mnóstwo innych dobroczynnych substancji.. kwestią jest to co jemy prócz nich.. wiadomo,ze jak zjemy 3 banany, pol kilo winogron a na obiad makaron z sosem smietanowym to nam pojdzie w tylek ,ze ho ho.. ale juz jesli zamiast makaronu zjemy duszone warzywa z kaszą, a do tego prowadzimy aktywny tryb zycia.. to będziemy chude szkapy:P.
      sie rozpisalam..
      ps. uwielbiam miód malinowy!

      Usuń
    2. a jeszcze napisze.. widziałam jakiś czas temu na YT fantastyczną kampanię społeczną kierowaną do matek. nie moge tego znaleźć ale mniej więcej było to tak.. na sali reanimacyjnej lezy bardzo otyły facet, wokół niego biegają rozgorączkowani lekarze, próbując go ratować.. i za chwile pojawiają się retrospekcje, siedzący tenże facet na kanapie wcinający pizze, kilka lat wczesniej ciut szczuplejszy, gdy poci się hustając córkę na placu zabaw, jeszcze wczesniej jako mlodszy facet z przyjaciolmi w fast foodzie, wczesniej jako pryszcz u dziadków, ktorzy mu pod nos podkladają rarytaski, i ostatnia scena gdy siedzi w krzeselku niemowlęcym i marudzi, więc zniecierpliwiona matka podaje mu jakis zapychacz byle się tylko uspokoił...( nie dokladnie to opisuję , ale mniej wiecej o to chodzilo.. oczywiscie wszystko kręcone z perspektywy tego faceta.. genialne! kazda matka powinna to obejrzec:)

      Usuń
    3. Czasy takie, że w zasadzie spożywanie jedzenia to zabawa na własne ryzyko. Ryby mają ołów, mięso antybiotyki, nabiał okazuje się być farbą w proszku i nawet warzywa i owoce nie są tym samym, czym były 20 lat temu, skoro ziemia jest tak wyjałowiona, że na przykład w brokułach jest 30% mniej witaminy K niż kiedyś (wyczytałam w WO). Poza tym modyfikacji podlega piramida żywieniowa, a naukowcy podają nam wzajemnie wykluczające się teorie: raz kawa jest be, raz wręcz przeciwnie, kiedyś trzeba było uważać na jaja, teraz są one źródłem wszelkiego dobra. Owoce jeść, ale tylko do 14.00. Kiedyś postanowiłam, że nie będę jeść mięsa. Stałam na światłach, a na sąsiednim pasie transport świń. Widziałam ryjki i uszy wystające zza krat. Żal mi się zrobiło i poczułam wyrzut sumienia. Wystarczyło mi tego na jakieś 3 tygodnie. Mimo źe mocno ograniczam mięso w jadłospisie, to na wegetariankę się nie nadaję, bo same warzywa i ziarna powodują u mnie niewyobrażalne sensacje żołądkowo - wątrobiane, o bólu nerek nie wspominając. A przecież nie przygotowuję jedzenia w ciemno, korzystam ze sprawdzonych przepisów, stosuję zioła i przyprawy, których większość "tymi ręcyma" wyhodowałam w ogródku. Co symptomatyczne, najbardziej szkodliwa jest dla mnie kuchnia orientalna. Jako dziecko byłam niejadkiem, zresztą "za komuny" nie było wyboru, zero słodyczy, fastfoodów. Wolałam zjeść chleb suchy niź z margaryną (masło, jak niektórzy pamietają, było luksusem), od mleka mnie odrzucało, ale uwielbiałam maślankę. Kochałam jabłka z własnego ogrodu (zimą kupowaliśmy od sąsiada, ktory miał sad), a wracając ze szkoły, wstępowaliśmy do warzywniaka po kiszoną kapustę z marchewką i zajadaliśmy się nią w drodze do domu. Pycha! Do czego zmierzam. Nie byłam otluszczonym dzieckiem, a wręcz przeciwnie. Nikt mnie do jedzenia nie zmuszał, jak człowieka z tego filmu, przez całe dorosłe życie odżywiałam się raczej racjonalnie, a mimo to przez jego większość walczę z kilogramami. Chyba nie ma uniwersalnej "diety", do wszystkiego trzeba podejść indywidualnie.

      Usuń
    4. No więc właśnie, odkąd do żywienia zaczęli się wchrzaniać naukowcy i powstał przemysł spożywczy.. my straciliśmy rozum. Po prostu jak stado ciołków przyjmujemy ,że mamy coś jeść lub nie.. że to jest zdrowe a to nie.. a potem się okazuje ,że jednak panowie/ panie naukowcy się jednak mylili.. gdzie w tym wszystkim jakiś naturalny instynkt? jestesmy jedynym zwierzęciem na ziemi dla którego dieta to bardzo skomplikowana sprawa.. Kazdy jest inny i kazdy ma jakies predyspozycje do chorów przekazane przez rodzinę.. DLatego wazne jest obserwować reakcje swojego organizmu.. ktoś kto ma nadwrażliwe jelita , czy watrobę nie zje curowej cebuli, a inny będzie ją wcinał jak jabłko:) moja piramida zywieniowa jest taka,że jem najwiecej tego co jako nieprzetworzone , bez dodatku dosmaczaczy jest jadalne.. tak mi mowi instynkt. Skoro natura to stworzyla do jedzenia , to nam sluzy.. nawet jesli ma mniejszy procent składników w sobie niż 30 lat temu. więc najwięcej jem owoców, warzyw liściastych, potem korzeniowe... dalej w mojej piramidzie znajdują się warzywa, których nie da się zjeść bez obróbki.. czyli np ziemniaki, strączki, jakieś kasze.. potem są nasiona i orzechy.. są bardzo sycące, więc nie należy z nimi przesadzać.. mięso/ryby/nabiał.. to tylko kwestia starych ciągot.. jesli się powstrzymać nie mogę to zjem trochę.. bez wyrzutów ale im dłuzej jestem na wege tym mniejsze ciągoty, za to slinotok na widok natki pietruszki haha.. po prostu to jest kwestia przeprogramowania mózgu. Jedzenie w naszej kulturze, to nie jest tylko i wyłącznie odżywianie organizmu( a taka jest jego rola) to cala kultura, tradycja, nawyki.. tak jestesmy programowani.. wystarczy się oczyścić i pzreprogramować.. dlaczego np z obrzydzeniem zareagujesz na prazone robaki? a inny czlowiek traktuje je jako przysmak.. bo tak zostal zaprogramowany od malego, dlaczego zjesz swinie, kure czy cielaka.. ale juz na samą myśł o zjedzeniu psa czy kota,ba nawet konia się już wzdrygniesz... bo tak zostalas zaprogramowana.. ze to jest kotlet a to przyjaciel.. a przeciez i to mieso i to ma mieso.. wytrzymalas tylko 3 tygodnie tylko dlatego,ze organizm walczył.. tak wygląda odwyk.. jak rzucasz alkohol , czy narkotyki , to nie nalezy to do przyjemności, rozrywa ci wnetrznosci z bólu bo cialo pozbywa się toksyn z kazdej tkanki.. to samo sie dzieje, gdy rzucasz mięso.. to nie jest tak,ze dieta wege nie jest dla ciebie.. po prostu to musi zaczac się w głowie.. juz samo to ze rzucając mieso zwiekszasz ilosc strączków jest obciazające.. a zwiekszasz bo KTOS wmowil ci ,ze potrzebujesz jakies wielkie ilosci bialka haha.. niemowleta potrzebują bo rosną.. ty potzrebujesz głownie węglowodanów( energii)

      Usuń
    5. Jako mięsożercy ( a tak wielu ludzi uważa ,że są drapieżnikami z kłami do rozszarpywania zwierzyny) powinno ci być obojętne jaki rodzaj mięsa jesz.. tak nie jest, skoro więc to wszystko dzieje się w głowie , to od niej trzeba zacząć zmianę diety. I jak z kazdym nałogiem znaleźć własną drogę na jego rzucenie. Tak jak z fajami, jedni rzucają z dnia na dzień inni stopniowo..

      Usuń
  5. moje dzieci nie jadły i nie jedzą jogurtów sklepowych bo ich nie znoszą. uwielbiają za to domowy koktajl na zsiadłym mleku lub maślance z dodatkiem mrożonych owoców :)
    nie wiem czy jesteśmy umiarkowanie zdrowi czy umiarkowanie chorzy mierząc to czym się odżywiamy. jadamy rafinowany cukier bo choćby w domowych dżemach czy ciastach. jestem obecnie na etapie wiecznie wygłodzonych nastolatków, więc ilość szykowanych posiłków zaczęła być przemysłowa. staram się gotować zdrowo. nie znoszę przetworzonych produktów. od wielu lat mam nawyk czytania składu na opakowaniu i dowiadywania się. jestem szczęśliwa, bo mimo iż chłopcy lubią słodycze, to nie domagają się ich non stop a wszelakie fastfoody omijają szerokim łukiem uważając, że domowe jedzenie jest najlepsiejsze :)

    o mleku mam podobne zdanie co Ty, nie jestem cielakiem, mleka nie znoszę. jadam białe sery, kefir, śmietanę czy jogurt grecki ale za nic nie wrócę do koszmaru z dzieciństwa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My tez jadamy cukier rafinowany.. chodziło mi bardziej o to,że w takich niby zdrowych niepozornych produktach przemycane sa ogromne ilosci cukru.. sama powiedz, czy posadzilabys roczne dziecko w krzeselku i dala do zjedzenie 2 ł cukru.. watpie, ale jelsi są ukryte w jogurcie, to dziecko je wchłania.roczne dziecko tego absolutnie nie potrzebuje! A jogurty czy serki to praktycznie codzienna przekąska maluchów, bo to "zdrowe". Dodajmy do tego jakiś pseudo soczek, kaszkę dla niemowląt( która jest tak słodka ,że az mdli) i wychodzi na to,ze dziecko w ciągu dnia zjada 6-7 łh cukru, albo i więcej..( pisze akurat o maluszkach, bo o takich była tamta rozmowa) W komentarzu wyzej napisalam ,ze taki produkt traktuję na równi ze slodyczem. srednia zje raz na kilka tygodni, ale wlasnie jako slodycz.. to albo batona, albo cos innego. Nie jestem sfiksowana na maksa w domu mamy jogurt naturalny.. to nie jest zły produkt, tylko ważne są te drobniutkie szczególiki:) mam ochote na słodkie, to jem z pełną swiadomością i konsekwencjami.. ale mowie nie jesli ktos mi wmawia ,że to jest zdrowe, to jest cacy i ze skoro dziecko wsuwa tzn,ze jest super.. rownie dombrze za jakis czas dziecko bedzie chcialo wodki, amfy albo innych uszczesliwiaczy i co wtedy? cukier to narkotyk, uzaleznia, rujnuje organizm, tak samo jak nikotyna powoli ale skutecznie..fajki dziecku nei damy, kielicha nie polejemy, choc zapewniam,ze po nich jak najbardziej nei jest tak smutno:) cukier rafinowany wyrząca takie same szkody..tylko na efekty trzeba chwile poczekać..

      Usuń
    2. ja mleka nie jem ponad 20 lat, okazjonalenie zjem jogurt( zazwyczaj jako sos czosnkowy i głównie w lecie, bo wychładza watrobe.. w zimie unikam)bialy ser.. jak mnie najdzie na ruskie pierogi( czyli z 3 razy w roku).. czasem kozi ser, bo jest w lodówce dla dziewczyn.. i mam faze sernikową 2-3 razy w roku.. serio.. po prostu musze zrobić sernik i w kilka dni go pochłaniamy.. wystarcza mi to na kolejne miesiące.. i pomimo,że moja dieta to głownie owoce i warzywa, to zadne tofurniki mnie nie kręcą.. nie jestem ortodoksyjna. Gnębie średnią, non stop wałkujemy temat tego co zdrowe ,a co nie.. bo to co wyniesie z domu, to jej zostanie. I nawet jak będzie miałą moemnty w zyciu,że będzie jadła nie zdrowo..to z tyłu głowy zawsze jej zostanie to czego jej nauczę. W moim przypadku tak było i moj brat też tak uczy swoje dzieci..choc mam za sobą okres kebabów, palenia, alkoholu... to te litry soku marchwiowego wmuszane we mnie w dzieciństwie, i kanapki z czosnkiem i cebulą w czasie choroby wryły mi się w mózg:P

      Usuń
    3. bo zewsząd wmawiają nam co dobre a co złe - rzadko kto słucha swojego organizmu. mnie w dzieciństwie zmuszano do wielu produktów poza mlekiem - reagowałam prawidłowo; wymiotami. swoich synów zawsze uważnie obserwowałam w dzieciństwie. żadnego z nich do niczego nie zmuszałam ale jedzenie które dostawali było przygotowywane w domu. wierzę, że to procentuje, bo dzisiaj chłopcy sami sobie wyciskają soki (soki z sokowirówki były moim ulubionym napojem w dzieciństwie, mało tego, zjadałam także te "trociny")
      u nas sernik znika ledwie ostygnie :D zresztą jak każde inne ciasto, więc nie piekę często :) od 25 lat utrzymuję stałą wagę bez wysiłku a zawdzięczam to wyłącznie kontroli tego co i ile jem. jako nastolatka miałam nadwagę, którą utuczyło przejście z komuny do dobrobytu lat 90tych czyli zachwyt nad żywnością przetworzoną.

      wiesz, ja myślę, że moje upodobania żywieniowe to wynik wielu lat testowania. dzisiaj nie zjem ciastka z cukierni tylko dlatego, że jest słodkie i pięknie wygląda, nie wypiję kawy rozpuszczalnej choćbym miała spać na stojąco i mieć kawową delirkę, nie ciągnie mnie do czekolady, batonów i cukierków, bo wolę zagryźć orzecha, jednym słowem wolę smaki prawdziwe od tych sztucznych. dziś syn ugotował ryż w nieosolonej wodzie - nikomu z nas to nie przeszkadzało :)

      Usuń
    4. Oczywiście ,że nam mówią.. bo to jest wielki biznes. Nikogo nie interesuje, czy to dla ciebie zdrowe czy nie. Ma się sprzedać i tyle. Teraz ludzie nie mają czasu na zastanawianie się, na czytanie etykiet, na doksztalcanie.. ida do sklepu i ładują w koszyk, bezmyslnie. Ma byc szybko, nie za brudno( kto by kupowal marchewkę umorusaną ziemią), a najlepiej,zeby juz była pokrojona( np mieszanki salat duszone w plastikowych workach hehe)i tanio. A na jakiekolwiek argumenty reagują agresją. najlepszy jest argument, moja babcia/dziadek jadła/paliła/piła ( wstaw odpowiednie) i dożyła 100, ja jadłem i jakos zyje.. zwróć szczególną uwagę na słowo JAKOŚ.. nikt nie napisze i żyję w świetnym zdrowiu! nadwaga, problemy z osteoporozą, poziomem cukru, wrzodami, wylewy ,zawały, rak... no ale JAKOŚ żyją. I za nic, ale za nic do nich nie dociera,że to co jadła babcia ( ktora choc zyla do setki to ostatnie 30 lat z wieloma chorobami i to byla wegetacja w cierpieniu) jest zupelnie czyms innym niz jedzą oni w dzisiejszych czasach. whatever, kazdy niech zyje jak chce.. tutaj piszę o swoim zyciu, o smoim swiatopoglądzie:) Kto chce skorzysta, przemyśli , przeanalizuje, zgodzi się lub nie.
      Nie mam ambicji zmieniania swiata , a już tymbardziej na siłe:) Namawiałam znajomą od wielu lat, by zmieniła diete, na bieżąco obserwowała zmiany u mnie, twierdząc,że to nie dla niej.. w końcu jak lekarz zaproponował( to co ja od lat) i wzieła się za swoje zdrowie odkryłą, łoł,że można, że jest nawet smacznie.. ,że się da i co najwazniejsze,że są efekty, przynajmniej w samopoczuciu na codzień.. ot lajf :P

      Usuń
  6. Mogę napisać wspaniały wpis pani wytworzyła. Szkoda, że nadal w nas taka mała świadomość, a ci którzy próbują coś zmieniać są nazywani szalonymi lub przesadzonymi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      jak to mówią : najpierw cię wyśmiewają, próbują zrobić z ciebie idiotę, walczą z tobą, potem lampka się zapala, zaczyna trafiać do łepetyny.. i potem przypisują sobie zasługi. Postanowiłam jednak pisać sobie, bo wiele moich znajomych dzięki mnie pozmieniało nawyki na zdrowsze... trzeba pokazać kierunek, a potem ludzie już sami szukają informacji.. a dzięki blogowi po prostu może to trafić do większej ilości osób:)

      Usuń
  7. Jestem mamą dwójki cudzych małych szkrabow i codziennie uczę Sue co i jak z jedzeniem...Starsza 2 i pół roku je praktycznie wszystkie warzywa, uwielbia naleśniki, ale robie z mali mieszanej...młodszy 7 miesięcy jest na etapie wprowadzania pokarmów i przyznaje, że z racji ograniczeń czasowych nieraz idę na skróty...ale ostatnio, gdy zobaczyłam ile jest cukru w mojej awaryjnej kaszce mannie na mm...40 g na 100 g kaszki...załamała się. Córa nie lubiła kaszek jak była mała, teraz przyszła jej na nie ochota, gdy młodszy rano je manne zwykłą na wodzie jako ekspozycje na gluten...
    Na szczęście staram się robić kasze, soczewice (chociaż ja od niedawna) ale ci zamiast mięsa czy ryb zwłaszcza małym dzieciom?

    Proszę napisz proszę od czego zacząć, jak zacząć lub gdzie szukać.
    Ostatnio stałe siedzi mi w głowie, że jesteśmy tym ci jemy, a więc wiem, że warto się starać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jesli cię interesuje, to możesz poczytać akademię witalności.. tam jest bardzo duzo rzetelnych informacji o zdrowiu, o terapiach.. mozesz też poczytać książki o zdrowiu. na początek zaproponowałabym Ci"mordercza gumowa kaczka" trochę przerażająca..ale właśnie otwiera oczy na wiele spraw:), "zielony eliksir zycia", "soki dla zdrowia" jest tego mnóstwo "widelec zamiast noża"

      Usuń
  8. Witaj, ja swoim robię kasze na mleku roślinnym ( migdałowym, jaglanym lub orkiszowym) uwielbiają owsiankę, manne, jaglankę, dodaje do tego jakieś starte jabłko, cynamonu, albo gruszkę i tahini( wtedy smakuje troche jak chałwa)same się domagają.. takie mleko ma w sobie naturalne cukry, więc dzieci chętnie jedzą. No chyba,że robisz sama w domu, to trzeba dosłodzić np miodem lub syropem z agawy( bardzo zdrowy)co zamiast mięsa? jeśli nie jestescie wegetarianami, to raczej poszukałabym dobrego rzeźnika. raz w tygodniu jak dziecko zje kawałek duszonego mięsa mu nie zaszkodzi( chodzi poprostu o proporcje i jakosc), dodatkowo jajka są bardzo zdrowe( oczywiscie ekologiczne a nie od kur faszerowanych karmami, mączkami itp) ryb bym unikała.. hodowlane to to samo co mięso z hodowli, mnóstwo antybiotyków w mięsie i hormonów, morskie natomiast zanieczyszczone.. ryby jemy ze względu na omega prawda? tyle tylko ,ze tych tłuszczy NIE WOLNO podgrzewać! a my co robimy? smazymy, pieczemy itp..
    spróbuj robić dzieciakom koktajle owocowe, na bazie owoców sezonowych, bananów i tam dolewaj odrobine np oleju lnianego tloczonego na zimno. Ja zaczynałam wpajac miłość do owoców właśnie od koktajli.. do tego rurka do picia i dzieciaki zachwycone.. nawet te najmlodsze:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Witam,
    Bardzo ciekawie Pani pisze, mam małe dziecko (9 miesięcy) i zaczynam coraz bardziej interesować się tym co jemy i jak kształtować dobre nawyki żywieniowe. Nie jest łatwo, mój mąż ma swoje przekonania które trudno zmienić (ale pracuję nad tym :). Mieszkamy we Francji i tutaj jogurty zjada się w ilościach hurtowych! I tutaj ma pytanie- czy jogurty z mleka koziego ktróre swój skład mają lepszy niż krowie (często jest to tylko mleko i bakterie) Pani zdaniem są odpowiednie dla takiego malucha? Czy generalnie mleko jest niewskazane? Zaczęłam podawać jogurt kozi lub owczy ale sama się zastanawiam czy dobrze robię. Pozdrawiam serdecznie i bardzo lubię Pani bloga (szydełkowe posty także! ).
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Ewo( na blogu mówmy sobie per Ty:) Nie jestem dietetyczką, wiedzę czerpię z ksiązek z internetu, więc nie mogę powiedziec jak masz postepować. Powiem jak jest u mnie. Jogurt ma działanie wychładzające wątrobę, .. powinno się go jeść głównie w upalne miesiące. Nasi dziadkowie pili kwasne mleko w lecie a nie zimą. Na pewno lepiej podać dziecku jogurt/kwasne mleko kozie, bo kozie mleko jest bardziej zblżone do ludzkiego niż krowie.( lepiej przyswajalne) jesli masz dostep do dobrej jakosci, to czemu nie, ale tylko naturalne bez dodatków owocowych i niedosladzania( jesli nie bedzie chciało takiego naturalnego tzn,że to slodkie je tylko ze wzgledu na cukier, czyli już się zaczyna uzależniać od słodkiego smaku)..( jesli karmisz piersią to po co? w twoim mleku ma wszystko czego potrzebuje..po co tak malemu organizmowi mleko obcego gatunku , nawet w tej lepiej przyswajalnej formie..) zdrowe bakterie? daj kiszonki! MOja najmlodsza( 1,5 roku) nie jada jogurtów ani serów, bo jest jeszcze na piersi , za to wcina kiszone ogórki( inne źródło dobrych bakterii). Jesli przestanie pić moje mleko, to mozliwe ,ze od czasu do czasu (w cieple miesiące) dostanie jogurt naturalny, do diety wprowadze ser kozi , ale podstawą będzie mleko roslinne.. ja główny nacisk kładę na rośliny.. czym skorupka za mlodu, wiadomo.STaram się i najmlodsza i srednią uczyć jedzenia surowych warzyw i dużych ilosci owoców, w formie koktajli , soków z wyciskarki, sałatek.. 9 misieczny maluszek o ile jest na piersi, to dopiero wchodzi w swiat innego jedzenia, ma ono bardziej sluzyc rozwijaniu się ukladu trawiennego, powstawaniu flory bakteryjnej, kosztowaniu i probowaniu nowych smaków, generalnie oswajaniu się z inną formą jedzenia.. lepiej uczyć go kwaśnego, gorzkiego itp.. slodkim bedzie bombardowany przez reszte zycia

      Usuń

Proszę w komentarzach nie dodawać linków, będą traktowane jako spam