3/03/2015

Szydełkowa Amiszowa piłeczka i słów kilka.. naście... dziesiąt ? :)


Dawno dawno temu, kiedy na świecie nie było tandetnego chińskiego oczo.... ego badziewia, gdy ilość zabawek każdego dziecka można było policzyć na palcach jednej ręki, dzieci kochały swoje zabawki. Tworzyła się więź.. dbały o nie. I choć może nie były tak "atrakcyjne" , to były największym skarbem malucha..


To było kiedyś. Dzisiejsze pokoje dziecięce to zawalone   małe hurtownie, gdzie notorycznie zabawki walają się po podłodze, a dzieci przytłoczone od małego ogromną ilością rzeczy, nie potrafią sobie z tym poradzić.  Nie czują więzi, więc im nie zależy, a nauczone doswiadczeniem, wiedzą ,że i tak dostaną nowe..
I nawet jeśli my rodzice mamy dobre chęci, jeśli staramy się wybierać, te bardziej wartościowe rzeczy( np puzzle, klocki) to i tak otoczenie decyduje za nas..znacie to?( bo przeciez nikt się nas nie spyta, co my preferujemy jako rodzice, jakie wartosci i czego chcemy nauczyc swoje pociechy)... a my  choć wkurzeni  wszak nie odmówimy przyjemności babci i dziadkowi, którzy w szale" miłości "zaspokajają swoje zakupowe popędy... nie ochrzanimy  znajomych, cioci czy wujka.. bo przeciez to dla dziecka, żeby JEMU sprawić radość.. a dziecko... dziecko po pierwszym zachwycie rzuca w kąt nową zabawkę, bo ma już podobnych kilkanascie.. a w pokoju pietrzą się  "jajka niespodzianki", rozlatujące się po 5 min dodatki do gazet, wyjące /fałszujące( niestety) gadżety... pseudo podróby markowych( niby lepszych) lalek/aut itp 
Nie wiem kiedy świat się tak zmienił,że zamiast uwagi i czasu.. dajemy rzeczy... tak jest prościej, wygodniej... bez wysiłku..
Prawda jest taka,że najlepszą zabawką ( najdłużej się nią bawiły moje córki) było wielkie pudło kartonowe... zwykłe szare pudło po towarze z mojego sklepu.. cuda w nim wyprawiały i chyba z miesiąc wytrzymało.. najukochańszą maskotką średniej, z którą się nie rozstawała przez 3 lata( i do tej pory z nią śpi) jest szarobury najbrzydszy ze wszystkich pluszaków domowych jelonek!
  średnia zakosiła go najstarszej... praktycznie na każdym zdjęciu z ostatnich 3 lat jest jelonek, jak nie w ręce to atakuje z drugiego planu:)..

Kocham minimalizm, ale przy trójce dzieci jest nierealny.. moja srednia córka aktualnie ma 6 torebek 3 plecaczki..( oczywiscie ani jednej nie dostala od nas i oczywiscie wszystkie są obrzydliwe i oczywiscie do niczego sie jej nie przydają, bo z torebkami nie chodzi a plecaczki pluszowe w  lecie grzeją w plecy, a w zimie niewygodne do zalożenia na kurtke). Ja mam JEDNĄ torebkę. Moja średnia córka ma 4 własne kubki ( oczywiście żadnego nie dostała od nas, oczywiście wszystkie są obrzydliwe, i oczywiście w żadnym nie pije bo są ciężke i nieporęczne... ....młoda pije ze szklanki przez rurke:P
rozpisałam się trochę..wybaczcie.. jestem po weekendowej inspekcji pokoi:P wyniosłam 4 wory śmieci, a dziewczyny dostały polecenie pozbycia się wszystkiego czego nie używają..

Niestety proceder "uszczęśliwiania" mojego trzeciego dziecka już się rozpoczął..ale tym razem postanowiłam trzymać rękę na pulsie. Nie mam skrupułów. Po prostu od razu leci do kosza.. ostatnio tak fałszująca pozytywka na łóżeczko,że mnie( niedoszłej skrzypaczce) po prostu włosy się jeżyły...
Postanowiłam się nie dać, to ja decyduję jak chcę wychowywać dzieci, to ja chcę wyrabiać im gust , nauczyć rozróżniać tandetę od rzeczy wartościowych.....

Dlatego powstała kolejna szydełkowa zabawka.. Amiszowa piłeczka.. Mała ją uwielbia.. w środku są cichutkie dzwoneczki. Mój trzymiesięczny bobas jest na etapie otwierania dłoni i nauce świadomego chwytania. Piłeczka jest idealna, na tyle duża,że można chwycić otwartą rączką, a dzięki swojej konstrukcji nie wyślizguje się, no i najważniejsze... zrobiona przez mamę...  (a nie prze chińskie małe rączki)


Jeśli macie ochotę taką wydziergać, to zapraszam do dziergalni po wzór klik




20 komentarzy:

  1. Podoba mi się Twoje podejście i też denerwuje mnie to obdarowywanie dzieci kolejnym tandetnym samochodzikiem, czy lalką :( Twoja piłeczka wygląda super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech podejscie podejsciem i co z tego.. otoczenie wie lepiej .. a potem musze chować szczekającego psa, bo corka sie go panicznie boi.. wczoraj spakowala chrapiącego pluszowego niedzwiedzia polarnego i po x latach odetchnela z ulgą bo" mamo ten misiek mnie straszy" ale kupujacy mial pewnie mega radoche( ah ten zakupoholizm) i tak zabierają te kurzołapy przestrzen.. ja juz nawet nie tlumacze.. bo jak grochem o sciane...

      Usuń
  2. Zgadzam się z Tobą w 100 %. Teraz, jak już mam stare dzieci, to widzę, które zabawki przetrwały próbę czasu. Mojego syna najlepsze zabawki od zawsze to książki... i tu nic się nie zmieniło :-) A córcia ma starego, ukochanego misia w kolorze czekolady i do tej pory z nim śpi :-) Reszta zniknęła w czeluściach niepamięci...
    A piłka jest doskonała :-) Bardzo mi się podoba.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najdziwniejsze jest to,że ludziom się wydaje,że to rzeczy sprawiają największa radość.. a faktem jest ,że im ich wiecej im czescie( bez okazji) to rosnie obojętność, co wiecej powstaje postawa roszczeniowa, bo skoro ktos za kazdym razem przychodzi z byle pierdołą, to przy kolejnej wizycie, dziecko oczekuje juz ,ze cos dostanie... gdzie te czasy, kiedy prezenty dostawalo się maks 4 razy w roku( imieniny, urodziny, mikołaj , gwiazdka).. mysle,ze to takie myslenie pokutuje bo ponoc"do dziecka nie przychodzi sie z pustymi rekami" ..ale kto powiedzial ,ze musi to byc kolejna nic nie warta zabawka, durnostojka itp.. moga byc owoce( bo słodycze to kolejny temat rzeka)

      Usuń
  3. Bardzo jest mi bliskie Twoje podejście :) Mój synek ma dopiero 4 miesiące, a już rzeczy ma całą gromadę. Oczywiście nie od nas. Rozwiązałam ten problem puszczaniem zabawek dalej i wywożeniem - do jednej babci, do drugiej babci... rzeczy podczas wizyt odzyskują urok nowości a w domu mamy tylko te naprawdę fajne. Piłeczka cudowna , ale wydaje mi się szalenie skomplikowana. Bardzo bym chciała taka wydziergać, spróbuje. Trzymaj kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. elianko będę trzymać kciuki w takim razie. Wydaje się skomplikowane, ale jest banalnie proste..do pomocy podałam linki do filmików na YT

      Usuń
  4. Mądrze mówisz. Nie będę mówiła, ze to inni winni, bo w moim przypadku ja też czasem powinnam uderzyć się w pierś. Dziękuję za ten wpis - ku zastanowieniu. To prawda, że dzieci ze wszystkiego potrafią "zrobić" zabawkę, tylko trzeba im to umożliwić. Pamiętam, jak mój syn bawił się długi czas pojemnikiem z kaszą jęczmienną, w którym chował ludziki, "topił" je, ratował...i mógł tak przez godzinę. Piłka rewelacyjna, córeczka miodzio :) Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ja nie mowie zabawkom kategoryczne nie, ale umiar jest zawsze najlepszy.. niestety patrząc na pokoje moich córek i pokoje dzieci znajomych stwierdzam ,że dorośli postradali rozum, albo to sobie rekomensują pewne braki z dzieciństwa.. Sami kupujemy tylko w ramach prezentów z ww okazji.. moze z dwa razy nam sie zdarzyło kupić coś ot tak... w tym wzgledzie jestem stanowcza..

      Usuń
  5. modelka śliczna ! a z zabawkami to masz rację, moje dziecko do dziś pamięta kasztanowe ludziki zrobione przez tatę i lornetkę z rurek po papierze toaletowym, którą robiła razem z babcią- no starsza była wówczas niż Twe maleństwo obecnie
    pamięta też ,ze bała się samolotu ,który świecił i wydawał dźwięki

    OdpowiedzUsuń
  6. o no moje dziewczyny kolekcjonują rolki i robią z nich motyle i aniolki, doklejają skrzydła itp:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzieci często boją się zabawek, sama pamiętam lalkę, którą kupiła mi ciocia i w efekcie odwracałam ją (lalkę) tyłem do mnie, gdy szłam spać. Szczerze jej nienawidziłam. Uważam, że dzieciom trzeba poświęcić czas i pomóc im kreatywnie go wykorzystać (kartony, malowanie, wycinanie) niż kupować kolejną zabawkę. Odkąd pamiętam mama zawsze ze mną siedziała (tzn. ona robiła coś w domu a ja wycinałam, kleiłam itp) i w ten sposób spędzałyśmy razem czas. Najlepsze wspomnienia! I robienie laurek itp. Chciałabym, aby moje dzieci też miały takie wspomnienia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dzieci boją się niektórych zabawek. Moja srednia właśne takich szczekająco mruczących..bo boi się prawdziwych psów. Trzeba obserwować upodobania dziecka.. np moja najstarsza lubi kreatywne rzeczy bo artystka z niej i zawsze robiła dobrą mine do zlej gry gdy dostawala jakies gry planszowe, czy puzzle( po prostu ich nie lubi..a ma z kilkanascie sztuk sprezentowanych) średnia natomiast klocki i puzzle mogłaby godzinami, za to malowanie ją po 10 min nudzi...
      w ogole uwazam,ze dawanie prezentów to jest wyzsza sztuka jazdy i trzeba byc otwartym na drugą osobę aby obdarować czymś co sprawi prawdziwą radość i będzie sie podobać, a nie tylko że nam się wydaje że sprawi radość bo nam sie podoba i jest takie super i fajne i my bysmy chcieli takie mieć... raz starszej kupiłam taki wlasnie prezent co mi sie wydawalo ze jest super.. mała fabrykę kryształów..była bardzo rozczarowana hehe, a nam sie to tak podobało i w ogole bylismy podekscytowani..a tu kubeł zimnej wody na głowę:)

      Usuń
  8. Dawno dawno temu ja również byłam dzieckiem pomimo zewsząd otaczających mnie zabawek potrafiłam o nie dbać szanować cieszyć się każdą kolejną nawet taką samą .Wiedziałam iż po każdej zabawie zabawki trzeba było posprzątać odłożyć na swoje miejsce. Rodzice mnie tego nauczyli .Jak widać Pani nie, przez co nie potrafi Pani tego nauczyć swoich dzieci. Najłatwiej zwalić na innych (dziadków ciocie wujków sąsiadów)iż przez ich bezmyślne zakupy tandetnych obrzydliwych zabawek musiała Pani wyrzucić 4 worki śmieci. Ciekawe ,że nie pomyślała Pani iż są inne dzieci którym te tandetne zabawki mogłyby sprawić radość, wywołać uśmiech na ich twarzach . Jakim szczytem głupoty bezmyślności braku jakiego kolwiek wychowania jest publiczne obrażanie swymi wywodami osób najbliższych czyli dziadów Pani dzieci( przypominam swoich bądź Pani męża- rodziców) bez żadnych ogródek używa Pani wobec nich określeń poniżej wszelkiej klasy, godności , cytat : "wszak nie odmówimy przyjemności babci i dziadkowi, którzy w szale" miłości "zaspokajają swoje zakupoholiczne popędy."
    .kolejny cytat: " oczywiście wszystkie są obrzydliwe" –bo nie kupione bądź nie zrobione przez Panią . Rozumiem iż tylko Pani jako matka i nikt inny niema prawa obdarowywać Pani dzieci i winien wszystko konsultować z Panią jako wyrocznią.
    Nie przyszło Pani do głowy iż pisząc publicznie takie rzeczy może urazić najbliższe osoby . Każdy z Nas ma prawo do wyrażania swojego zdania, ale jest cos takiego jak szacunek .Jak widać nie ma Pani o tym pojęcia.Nie wnikam co Panią do tego skłoniło , ale współczuje Pani rodzicom iż mają taka córkę .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam, czekałam na taki komentarz. Rozumiem,że miała Pani w dzieciństwie 29 lalek( dokąłdnie policzone), mniej wiecej tyle samo miśków, do tego kilkadziesiąt figurek zwierzątek i bohaterów róznych bajek, kilkanascie pudełek puzzli, gier planszowych, garnków talerzyków kubeczków... do tego dojdzie z 6-7 piłek, wózek dla lalek, mnóstwo torebek, plecaczków itepe itede.. i co tydzień dostawała Pani od babci w prezencie kolejną zabaweczke.( to jest u nas w domu tylko, kolejna partia zabawek jest u dziadkó ale to mnei akurat nie interesuje) Wątpie w to, Ja byłam dzieckiem może nie dawno dawno temu, ale dawno.. i miałam moze z 2-3 lalki, jednego misia i jedną pluszową myszkę( ktora była ze mną latami) . Rodzice nauczyli mnie porządku i szanowania rzeczy i nauczyli mnie PRZEDE WSZYSTKIM,że to właśnie nie rzeczy są najważniejsze i nie nimi okazuje się uczucia.. , więc proszę im nie ubliżać jeśli już Pani o kulturze wspomina. Nie zna mnie Pani zupełnie ani moich rodziców. Ja jako rodzic mam prawo wychowywać dzieci według własnych poglądów i zasad. Wspaniale by było gdyby osoby trzecie brały to pod uwagę, a nie decydowały za mnie. Nie jestem wyrocznią, nie narzucam swojego stylu życia i poglądów innym.. ale jak pisałam mam prawo przekazywać swoim dzieciom takie wartości jakie uważam za stosowne( i konsupcjonizm w skali giga do nich nie należy). W komentarzach pod wpisem napisałam ,ze nie mam nic przeciwko zabawkom, jesli dawane są w związku z okazją ( urodziny, imieniny , dzien dziecka, gwiazdka) drażni mnie jednak, gdy co tydzien córka dostaje jakąś pierdołe, którą za chwile rzuca w kąt.. drażni mnie ,że muszę jej tłumaczyć,że cotygodniowe prezenty to nie jest norma.. że inne dzieci tak nie mają. I tak zwalam częściowo winę na innych..dlaczego? dlatego ,że wiele razy próbowałam tą sprawę rozwiązać, prosiłam aby wstrzymano się z kupowaniem, w pewnym momencie dałam wręcz zakaz kupowania az do urodzin( to kupka sie uzbierała u babci). O czym to świadczy? o kompletnym braku szacunku do mnie jako rodzica.. Napisałam,że musiałam ostatnio wywalić 4 worki śmieci. Tak śmieci, czyli rozwalających się zabawek, pogubionych cześci itepe itede, a Pani znowu mnie ocenia... Droga Pani, kolejne 4 worki, tym razem ZABAWEK poszly na strych i czekają na wywiezienie do domu dziecka lub do szpitala na swietlice. Jako ten niewychowany człowiek przez moich rodziców( co Pani sugeruje) ucze swoje dzieci,że trzeba się dzielić, że są dzieci bardziej potrzebujące,a moje córki nie potrzebują AŻ TYLU rzeczy..
      Co do wywodów i obrażania.. Mogę na swoim blogu pisać na jakikolwiek temat chcę. Poruszyłam pewien problem, z którym się borykam i jak widać po komentarzach nie tylko ja. Żyjemy w czasach dobrobytu, wszystkiego jest nadmiar.. Musimy dokonywać wyborów.. jak widać nie wszyscy sobie z tym radzą. Nikomu nie ubliżyłam, nikogo nie zwyzywałam, więc nie rozumiem co ma Pani na myśli pisząc o publicznym obrażaniu.. nazwałam rzeczy po imieniu..zakupoholizm i zbieractwo to współcześnie bardzo duży problem wielu ludzi. Proszę poczytać na ten temat. Że zabawki są obrzydliwe.. to jest moja subiektywna ocena.. mam do niej prawo . Jaskrawo wrzeszczące czy wyjące zabawki nie trafiają po prostu w moje pojecie estetyki. Tak jak i muzyka disco polo. Kolejna rzecz.. i aż się ciśnie mi na usta , aby w końcu Pani zaczęła czytać ze zrozumieniem.. Nie napisałam,że tylko ja mam prawo obdarowywać swoje dzieci.. i tylko ja decydować o wszystkim.. tylko o tym,że warto byłoby aby moje zdanie było brane pod uwage, ( co akurat w moim przypadku nie ma zupelnie miejsca).I tak z jednym się z Panią zgodzę.. jest coś takiego jak szacunek.. i okazywanie go obowiązuje wszystkie strony. Nigdzie nie napisałam,że dziadkowie moich dzieci są źli, tylko ,że dokonują wyborów bez brania pod uwage kogokolwiek, ze niektore zakupy są glupie i bezmyslne( po co dziecku az 4 kubki, albo mis ktory straszy corke?).. Pani natomiast obraziła mnie kilka, razy, obraziła moich rodziców.. Nie wnikam co Panią do tego skłoniło..ale jeśli chce Pani pouczać o kulturze,może warto zacząć od siebie.

      Usuń
  9. Myślę, że napisałaś to, pod czym podpisze się zdecydowana większość rodziców. Pięć minut przed przeczytaniem Twojego wpisu odbyłam z mężem kolejną rozmowę na ten temat - bo babcia zamierza kupić kolejną laleczkę ("fyfdziesiątą", mimo, że moje dziecko nie bawi się lalkami). Prosiłam, żeby poczekała, bo za miesiąc urodziny, niech wtedy podaruje jej tą lakę. Nie, bo ona musi teraz. Normalnie ręce opadają....Po prostu większość realizuje swoje potrzeby a nie dziecka :-(
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę,że wiele osób boryka się z problemem nadmiaru zabawek w domu. Ty przynajmniej wiesz o planowanym zakupie.. ja jestem stawiana przed faktem dokonanym. Pozdrawiam

      Usuń
  10. Lorka doskonale ciebie rozumiem, każdy ma własny gust, a obdarowując kogoś prezentem trzeba najpierw się wysilić i poznać tą osobę.
    Tak jest z dziećmi a także z dorosłymi.Moja córka prosi rodzinę aby nie kupowali wnuczce lalek Barbie ,świecących motylków i tym podobnych.Na próżno,wnuczka ciągle dostaje świecące ,brzydkie zabawki.Co z nimi córka robi, pakuje do pudla przywozi do mnie do piwnicy a potem jadą te cudeńka do przedszkola.Kilka lat temu uszyłam wnuczce zająca, gęś ,miska i lalę Pipi a na prezenty kupuje książki i gry edukacyjne,puzzle kupuje córka, bo obie uwielbiają układać.
    pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Jaga, obdarowywanie to jest naprawdę wyższa sztuka jazdy... dlatego ja nie przepadam ani za dawaniem prezentów ani za otrzymywaniem.. nie obchodze urodzin czy imienin,zeby wlasnie nie dostawac kolejnych rzeczy, spedzam je tylko z dziecmi i niemezem przy ciachu..., świąt niestety nie da się uniknąć, ale po prostu wzielam sie na sposob i mowie konkretnie co chce.. i najcudowniej byloby gdybym dostawala tylko to.. z dziecmi jest latwo dopoki są malutkie i jeszcze niewiele rozumieją, potem trudno tak zabrac dziecku zabawke... choc moje ostatnio odetchnely.... jedna spakowala rzeczy do worów..a druga ta 15 letnia mi podziekowala bo sama"nie ma sumienia" wywalac klamotów.. i tak bierze wszystko co jej dadzą.. a potem sie dusi ... i tak zamiast zostac wyrodną matką, ktora robi kipisz w pokoju ..zostałam super mamą , która uwolnila dzieci od przytlaczającego nadmiaru hehe. pozdrawiam Cie mądra babciu

      Usuń
  11. Witam, jestem tu pierwszy raz ( w ogóle od niedawna bloguję) i bardzo mi się spodobało to, co robisz i to, jak żyjesz:) Zwłaszcza ten post o dzieciach i zabawkach... Niestety, jestem typem zbieracza (choć cyklicznie włącza mi się minimalizm, ale potem znowu zbieracz wraca...), mąż też, więc nie ma siły - dzieci także... Ale... Udało się nam przekonać dziadków, żeby nie zarzucali dzieci zabawkami:) Sami widzieli jak po jednych świętach dzieci nie wiedziały, czym się bawić, bo miały tego za dużo i w efekcie - z niczego się nie ucieszyły. Oczywiście, jako rodowici zbieracze zbierają - patyki, kamienie, piórka... i tworzą z nich piękne rzeczy albo - przechowują jako skarby! I co ciekawe, więcej je szanują niż kolejne jajko-zabaweczki! Cieszę się, że piszesz otwarcie o konsumpcjonizmie, zakupoholizmie - niestety, takie podejście do rzeczy przekłada się na relacje z ludźmi: wymieniamy na lepszy model... Nie dajmy się zwariować! Dziękuję za tego posta, chyba zawitam u Ciebie na dłużej:))) I zapraszam do siebie: gosiaczkowepasje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Witaj, rozgość się w takim razie:) Kiedys pisałam więcej, ale wszędobylskie trolle i hejterzy internetowi mocno mnie zniechęcili ( stąd min logowanie do komentowania). Kiedyś też zbierałam, głównie książki.. do momentu aż poznałam moją byłą teściową( notabene bardzo mądra życiowo kobieta). Wiele w życiu przeszła, włącznie z ucieczką z kraju ogarniętego wojną( jest żoną obcokrajowca). Opowiadała mi,że błyskawicznie musiała pozbyć się wszystkiego, jak najwięcej spieniężyć i uciekać z dwójką dzieci i podręcznymi bagażami.. po powrocie do kraju zaczynała kompletnie od zera, choc mieszkając za granicą była całkiem nieźle ustawiona. To ona uświadomiła mi,że ludzie zbyt emocjonalnie przywiązują się do wielu niepotrzebnych rzeczy.. otaczają się niezliczoną ilością przedmiotów, chomikują na zapas.. daje im to złudne poczucie posiadania czegoś..co naprawde jest niczym.. bo po pierwsze, wystarczy jedna bomba i nie zostaje z tego nic prócz kupy smieci.., nawet jesli nic takiego sie nie stanie, to rzeczy nie zyskują na wartości( zwłaszcza wspólczesna tandetna masówka). do tego zasmiecają nam głowy, trzeba je co chwila odkurzać, układać, sprzątać( co jest marnotrastwem czasu). Boimy się,że może nam ktoś to ukraść.. mozemy je stracić( kolejne bezsensowane emocje)..
    a potem odchodzimy z tego swiata i caly ten bałagan spada na najblizszych.. to oni musza z tym robić porządek,decydować co zachować, co wyrzucić... DLatego warto pomyśleć nad tym , gdy sięga się w sklepie po kolejną niepotrzebną rzecz. Czy jest nam konieczna do zycia, czy to tylko chwilka przyjemnosci w momencie kupowania... Osobiscie pozbyłam się ogroma rzeczy.. teraz każda nowa coś znaczy. np ostatnio w koncu po wielu latach dorobiłam się wazonu na kwiaty .. spodobała mi się pewna donica( od razu z myslą ,że bedzie wazonem) i niemąż kupił mi ją na imieniny.. oczywiscie moglabym ja sama kupic a niemaz cos innego.. ale teraz jest od niego. Oczywiscie moglam juz tysiac razy kupic na szybko pierwszy lepszy wazon bo przeciez NIE MAM.. a potem kolejny bo wiadomo,nie wszystkie kwiaty pasują do jednego.. od 3 lat tez nie mam wieszaka w przedpokoju, bo dokladnie wiem jaki chce i musze na niego sporo kasy uzbierac.. choc moglabym pojechac do ikei i kupic jakis prosty tani( ktory potem zawalałby strych).. i tak dalej i tak dalej.. po pewnym czasie czlowiek przestaje odczuwac niepohamowaną potrzebe kupowania .. i perspektywa sie zmienia i glowa jakby bardziej rozjasniona....( troche sie rozpisalam) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Proszę w komentarzach nie dodawać linków, będą traktowane jako spam