9/27/2011

Słodka tarta dyniowo korzenna

Wracając jednak do klimatów jesiennych...
Choć za oknem słońce jak w środku lata:)
W weekend dynia, którą jakiś czas temu kupiłam, w końcu się doczekała.. i w rytm Vivaldiego zrobiłam jej małe harakiri ...
Była zupa dyniowa( przepisu nie podaje, bo chyba każdy zna) i wielka improwizacja, tarta z dyni..
Przepis podaje, choć jak zwykle u mnie wszystko na oko i co mam pod ręką...


Tarta dyniowo korzenna:
ciasto:
250g mąki
125g cukru
125g masła
3 żółtka
żółtka z cukrem utrzeć , dodać mąkę i pokrojone masełko..wygnieść , wykleić dużą formę na tartę i włożyć do lodówki na 15 min. Następnie podpiec ok 15-20 min w piekarniku w 200 C.

Masa dyniowa:
ok 1kg dyni ( dwie wersje :1)pokroić i upiec w piekarniku ok 40 min zmiksować, :2)dla leniwych (ja tak robiłam) zetrzeć na tarce na grubych oczkach, podsmażać na łyżce masła) i do smażącej się dyni dodajemy według uznania:
posiekane orzechy, migdały, figi, rodzynki..co tam kto ma w szafce..
ok szklankę cukru, lub miodu( to też według uznania.. jak kto lubi słodko)
cynamon, kardamon, zmielone goździki , można odrobinę imbiru...( albo przyprawę do grzańca o!)
startą skórkę z 2 cytryn ( wcześniej wyszorowana i sparzona)
można też dać trochę soku z cytryny,żeby przełamać słodki smak:)
Tutaj generalnie dowolna improwizacja mile widziana...

wszystko to sobie smażymy ,aż sok odparuje a masa zgęstnieje...
wykładamy na podpieczone ciasto i pieczemy jeszcze jakieś 40 min ..
smacznego!





Nie mogłam się zdecydować na zdjęcie:P

Dodam tylko ,że ta masa dyniowa jest tak pyszna,że moja młodsza z patelni wyjadała na ciepło..., a potem wpierdzielała ciasto ,aż się jej uszy trzęsły..

9/23/2011

Mała rzecz a cieszy

Próbujemy pomalutku doprowadzić nasz mały skrawek ziemi do stanu używalności. Kopiemy, wyciągamy dziwne rzeczy , cegły, zbrojenia, śmieci....( kto się budował, ten wie o czym pisze)
Kiedyś będzie ogród i trawnik będzie.. na razie wiosną była łąka maków, potem rumianków, potem zostały same chwasty.. z perzem na czele( tfuj)..
Ale działamy! Tam gdzie oczyszczone posadziliśmy gorczycę na poplon.. gdzieniegdzie jakieś roślinki, sadzonki.. a ja debiutuje z warzywkami:)
Oczywiście znaleźli się i sceptycy..ale mam to w nosie.. nic bardziej nie cieszy jak ekscytacja dziecka, gdy może zerwać własną fasolkę.. a jak smakuje swoja sałata.. mniam....
dzisiaj zrobiłyśmy sobie małą ucztę!
"ogródek" nam dostarczył: botwinkę, sałatę, rzeżuchę, mini rzodkiewki , melisę, miętę  i fasolkę szparagową:) na późną jesień już się zieleni roszponka , koperek i szczypiorek.. kto powiedział ,że nowalijki mogą być tylko wiosną:)




9/20/2011

Gdy lato odchodzi

 Bierze mnie od razu na szaliki.Owijałabym się i owijała...
W tamtym roku niby sobie wydziergałam..ale poszedł do koleżanki.. a potem posypały się zamówienia i jak ten szewc co bez butów, ja zostałam bez szalika...
W tym roku mam plan ... zaczynam od takiego na teraz, z bawełny.. w którym można sobie pochodzić nawet gdy słońce przygrzeje.. drugi, grubszy już się robi..oczywiście też szary:P
Skorzystałam ze wzoru udostępnionego przez Dorotkę